Olga xx
To było tak frustrujące. Przegrana. Mogli wygrać ten mecz. W
pierwszej połowie byli w utrzymaniu piłki przez cały czas. Nie wiedział
jak to się stało… Czyja to była wina? Obrońców, czy może bramkarza.
Teraz to nie miało już większego znaczenia. Przegrana była przegraną.
Utratą 3 punktów. Czuł się okropnie rozczarowany.
***
Vera
usłyszała jak zamykają się drzwi, a potem nastała cisza. Oglądała mecz w
telewizji i doskonale wiedziała, że drużyna Rafaela przegrała 2:1, więc
jej chłopak nie był w najlepszym nastroju.
„Veronica?”
jego głos nie brzmiał tak, jak zazwyczaj po przegranej. Nadal można
było wyczuć w nim złość, co nie było normalne i to ją lekko
przestraszyło.
„Jestem w kuchni” – odłożyła nóż na kuchenny blat i wytarła mokre dłonie w ściereczkę, która leżała obok.
Rafael
wszedł do kuchni. Wyglądał na zmęczonego, zdruzgotanego i bardzo złego.
„Cześć” – podszedł do niej bliżej i złożył pocałunek na jej ustach.
To
właśnie Veronica kochała w nim najbardziej. Zawsze kiedy był zły albo
nie w humorze, nigdy nie czuła nieprzyjemnego mrowienia w podbrzuszu.
Zawsze wiedziała, że nigdy jej nie skrzywdzi, nigdy nie powie jej złego
słowa. Do tego jego pocałunki były nawet bardziej namiętne, jakby
utęsknione.
Wiedziała, że potrzebował
jej teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jeśli to było to, czego teraz
właśnie potrzebował – jej wsparcia – nie mogła mu tego odmówić. Zawsze
była przy nim i dla niego. Wspierała go w trudnych momentach, kiedy był
kontuzjowany. Zaprzyjaźniła się nawet z kilkoma dziewczynami innych
piłkarzy, tylko dlatego, żeby go uszczęśliwić. Była zawsze by go
uspokoić, kiedy był zły, smutny albo rozczarowany, jak teraz.
„Jesteś
głodny?” – uśmiechnęła się delikatnie, nie zamierzając zadawać zbędnych
pytań dotyczących meczu. On jednak dotknął opuszkami palców jej
policzka i pokręcił głową „Nie, nie jestem…” – wyszeptał, wpatrując się
jej prosto w oczy.
Poczuła jak jej serce zaczyna
walić jak szalone, ale nie dała tego po sobie poznać, ciągnęła dalej
„Musisz coś zjeść kochanie. Wiem, że jesteś zły i smutny po przegranej,
ale to nie znaczy, że masz przestać jeść. To był trudny mecz i
potrzebujesz posiłku i dobrego snu” – jej głos był stanowczy, może
troszeczkę za bardzo.
„Od kiedy to wiesz, co
potrzebuję najbardziej? Robiłem na boisku co mogłem, dwoiłem się i
troiłem! Nie jestem głodny. Zresztą jak mam zachowywać się normalnie i
się uśmiechać, kiedy wszystko dookoła się sypie...” – prawie krzyczał na
nią, gestykulując przy tym dłońmi.
Vera spojrzała
na niego i pokiwała głową, starała się jak mogła by powstrzymać łzy,
które cisnęły jej się do oczu. Po raz pierwszy w życiu czuła się
bezsilna. Nie wiedziała co zrobić, a musiała, by go uspokoić. I musiała
podjąć to ryzyko, w innym bądź razie Rafael wzburzyłby się jeszcze
bardziej. Podeszła do niego bliżej i oplotła ramionami jego szyję,
przyciągając go mocniej do siebie i złożyła namiętny pocałunek na jego
ustach, zamykając mu przy tym buzię. Poczuła, jak za moment Rafa
obejmuje ją powoli swoimi ramionami wokół tali i przyciąga ją do siebie
jeszcze bardziej, przedłużając pocałunek żarliwie i podnosząc ją do
góry, sadza na blacie. Wiedziała, że za moment złączą się w jedną
całość. Oplotła nogi wokół jego bioder i zaczęła bawić się przy tym
włoskami na jego karku, oddając pocałunki coraz bardziej zachłannie.
Opamiętała się jednak po chwili, szepcząc mu do ucha „Kochanie” – ten
jednak nie zwracał na nią uwagi. Namiętnie obsypywał jej szyję
pocałunkami. „Rafa” – odsunęła go delikatnie od siebie i spojrzała
głęboko w oczy „Nie w kuchni” – uśmiechnęła się przy tym zadziornie.
„Kuchnia nie była moim zamiarem” – burknął i podniósł ją do góry, niosąc ją do pokoju, za chwilę rzucając ją na łóżko.
„Chcę
tylko przypomnieć, że to była twoja zasada, panie Alcantara” –
odpowiedziała zdejmując przy tym swoją koszulkę, on zrobił to samo,
stojąc przy brzegu łóżka, za chwilę jednak przyczołgał się do niej „Nie
obchodzi mnie to” – mruknął i ściągnął z niej spodnie tak szybko, że aż
pisnęła, za chwilę śmiejąc się pod nosem. Skoro Rafa chciał grać w taką
grę, musiała się dostosować.
Rafael przygryzł jej
dolną wargę i rozpiął swoje spodnie, za chwilę zsuwając je na dół i
położył się delikatnie na niej, przypierając do niej całym swoim ciałem.
Jego jedna ręka zaczęła bawić się kawałkiem jej koronkowej bielizny, a
druga rozpinała zręcznie jej stanik. Ona natomiast zjechała dłonią po
jego nagim torsie i zatrzymała się dopiero przy jego bokserkach, za
chwilę zaczynając masować jego twarde już przyrodzenie. Wydał z siebie
jęk. Uśmiechnęła się pod nosem, a kiedy po raz ostatni potarła je
dłonią, zdjęła z niego szybko bokserki, a on pozbył się jej bielizny, a
kiedy już chciał przejąć kontrolę, przeturlała go na materac łóżka „Moja
zabawa, moje reguły” – powiedziała bezgłośnie i wzięła bez ostrzeżenia
jego całą długość do ust, za chwilę poruszając głową w górę i w dół,
pomagając sobie również dłońmi, by dać mu jak najwięcej przyjemności.
Jęknął
głośno, marszcząc przy tym brwi i spojrzał na nią. Jego całe ciało
napięło się "Dios Mio, Vera", tylko tyle zdołał powiedzieć. Ona
uśmiechnęła się delikatnie. Chciał tego. Chciał ostro, więc dała mu to,
czego chciał. Sprawiała mu taką przyjemność, że powoli zaczynał
zapominać o wszystkim, co go dziś spotkało. Zajmowała się jego
przyrodzeniem jak najdelikatniej tylko potrafiła. A kiedy w końcu
possała koniuszek jego członka, nie wytrzymał i jęknął głośno, chwytając
ją za biodra i za chwilę kładąc ją na plecach, zamknął jej usta
pocałunkiem.
„Kocham cię za to” – wyszeptał jej do
ucha, po czym jednym zwinnym ruchem wszedł w nią. Krzyknęła zamykając
przy tym oczy i wbiła paznokcie w pościel, na której leżeli. Chciała coś
powiedzieć, jednak nie mogła. Rafa zaczął poruszać się niej mocniej i
szybciej, jęcząc i podpierając ręce przy jej ciele. Ona sama w końcu
otworzyła oczy, nie panując już nad swoimi jękami. Chwyciła jego dłoń i
poprowadziła ją do swoich piersi. Chciała żeby ich dotykał. Żeby je
masował, pieścił jak tylko potrafił i robił to. W tym samym rytmie, w
jakim poruszał się w niej, raz po raz zwalniając tempa, albo je
przyspieszając. Kochała go ponad życie, a to jaką sprawiał jej teraz
przyjemność była nie do opisania. W końcu pochylił się nad nią i
przygryzł delikatnie jej ucho.
„Kocham cię” –
wyszeptała, czując że za chwilę nie wytrzyma. Zjechał dłońmi po jej
bokach, za chwilę dotykając jej ud, ścisnął je delikatnie i rozłożył
szerzej jej nogi, wchodząc w nią jeszcze głębiej. Objęła go za szyję,
wbijając paznokcie w jego nagie ramiona, zastawiając przy tym ślady.
Jęczała i krzyczała jego imię na przemian, kiedy przyspieszył. Łóżko pod
nimi raz po raz skrzeczało. Nie mogła już dłużej wytrzymać, czując, że
za moment to się stanie. Że poczuje ten błogi stan podniecenia. Dawno
nie kochali się w taki sposób. Musiała przyznać, że tęskniła za tym. W
końcu kiedy Rafa wszedł w nią po raz ostatni, oboje krzyknęli, dochodząc
w tym samym momencie. Czuła w sobie jego ciepło. Każdy jej, jak i jego
mięsień napinał się. Oddychali szybko, wpatrując się w siebie. W końcu Rafael wyszedł z niej powoli, powodując, że zadrżała raz jeszcze i położył się obok niej nic nie mówiąc.
“Wszystko
w porządku?” – położyła głowę na jego torsie i zaczęła go gładzić.
Pokiwał tylko głową i uśmiechnął się pod nosem „Teraz czuję się o niebo
lepiej, dziękuję” – wyszeptał jej we włosy i ucałował czubek jej głowy
„Kocham cię”
Uśmiechnęła się szeroko i uniosła głowę
do góry, spoglądając mu prosto w oczy, za chwilę pocałowała go czule
„Zgłodniałeś?” – wyszeptała, nie przestając się uśmiechać. Zaśmiał się i
pokiwał głową „Zabrałaś mi resztkę mojej energii, wydaje mi się, że
potrzeba mi teraz snu” – pogładził delikatnie jej policzek „Ale możesz
mnie obudzić na kolację” – puścił do niej oczko.
Veronica
wstała i założyła na siebie tylko szlafrok, pochylając się jeszcze nad
chłopakiem i całując go w czoło „Odpoczywaj ty mój ogierze” – puściła do
niego oczko i wyszła z pokoju, udając się prosto do kuchni by zacząć
przyrządzać kolację.
Ulalala.... Twój jeden jest lepszy niż moje dwa. Świetna robota.
OdpowiedzUsuńo jezusss te opowiadania sa takie , ze aż sie gorąco robi ahhha:D
OdpowiedzUsuńświetnie ;DDD!